Ale z nich devianty!
Puazyak Luki Luzak
Lennon John Co za emo!
MarioLemmy66 Co za Krytyk!
Cziterus Dirge of Cziterus
LuthienPL Słodziutke Malowidełka
Sugajq Dużo Niebylejakich Fotek
Kosteczek Architektoniczne perełeczki
Gryzlee Obrośnięta małpa z czarnym ryjem

WebKomiks
The Movie Bele i jego recenzje
Smocze Przytulisko Przygarnij squib'a :D
Gamer9 Świat realny ma lepsze tekstury..
Rotfl Playing Games "Kfiatki" z sesji RPG
A Quartz Bead Kwarcowy paziorek - nowy projekt KoKo
Bug City Sin.. BUG CITY ! [zakończony]
Konstanty wraca do domu ... :-(
Virgin Warrior Mag, który został wojownikiem
Pablo Żeromski Czytanie tego komiksu jest ZŁE! >D
Kokoart Dużo dziewczyn i trochę treści >D
Megatokyo Przygody maniaków komputerowych w Japonii :)

Blogi Zasługujące Na Wyróżnienie :D
Zabbyj Zabbyego Buagam.
Recenzje makkura Blog z Moimi recenzjami
Recenzje Mariana Blog z recenzjami Mariana
Czerski Informatyk+poeta=Człowiek Zagadka :D
Zaplecze Miyu słit :)
Poletko Raederle *cough*

Różne stronki
Party Info Wielki BooBoo, promujący imprezy w Tarnowie :)
Ultimate Guitar Dla gitarzystów :)
Google Wyrocznia Internautów :)
Last.FM Masakratorski Licznik Przesłuchanych MPtrójek :D
Project Rockstar Menedżer zarządzania zespołami muzycznymi. :D
Gangsta War Jak to jest wyjść i zarąbać kogoś siekierą :D
LaTaJąCy CyRk MoNtY pYThOnA Chyba nie trzeba tłumaczyć...?
Happy Tree Friends Popatrz mamo, króliczkowi główka odpadła! :D
Forum :) Forum Unhokej, gdziem został zwerbowany przez Marysia :D
Blogi Sponsorzy itepe :D
Garfield Genialny kocur w akcji!!
Hattrick! Piłkarski menedżer On-line, wciąga!
Den of Bahamut Stronka z fikami i opowiadankami
Wszechbiblia Recenzje anime


Księga gości

Zespoły Warte Uwagi Byłego Skazańca, Mario66 (bo ja się nie znam):
- AC/DC
- Acid Drinkers
- Alice Cooper
- Alice in Chains
- Annihilator
- Anthrax
- Atheist
- Bathory
- Beastie Boys
- Beatles, The
- Behemoth
- Billy Idol
- Black Label Society
- Black Sabbath
- Brand New Sin
- Candlemass
- Carcass
- Cathedral
- Celtic Frost
- Cephalic Carnage
- Clash, The
- Coolio
- Coroner
- Corrosion of Conformity
- Cult, The
- Cure, The
- Cypress Hill
- D.R.I.
- Danzig
- Dark Angel
- Darkthrone
- David Bowie
- Death
- Death Angel
- Deicide
- Destruction
- Devin Townsend
- Dillinger Escape Plan, The
- Dio
- Down
- Emperor
- Entombed
- Exhorder
- Exodus
- Exploited, The
- Faith No More
- Fantomas
- Fear Factory
- Forbidden
- Godflesh
- Gojira
- Grip Inc.
- Hate Eternal
- Haunted, The
- Hawkwind
- Heathen
- Hellhammer
- High on Fire
- House of Pain
- Immolation
- Infernal Majesty
- Iron Maiden
- Jesu
- Judas Priest
- Katatonia
- Kazik
- Kazik na Żywo
- King Diamond
- Kreator
- Kult
- Kyuss
- Lääz Rockit
- Lao Che
- Machine Head
- Massacre
- Mastodon
- Mayhem
- Megadeth
- Mercyful Fate
- Metallica
- Ministry
- Misfits
- Monster Magnet
- Morbid Angel
- Motörhead
- Napalm Death
- Nasum
- Neurosis
- Nevermore
- Nine Inch Nails
- Nuclear Assault
- Obituary
- Overkill
- Pantera
- Pelican
- Possessed
- Prodigy, The
- Primus
- Public Enemy
- Queen
- Queens of the Stone Age
- Rammstein
- Riverside
- Rolling Stones, The
- S.O.D.
- Sepultura
- Sex Pistols, The
- Slayer
- Sodom
- Strapping Young Lad
- Suffocation
- Suicidal Tendencies
- Superjoint Ritual
- System of a Down
- Tenacious D
- Terrorizer
- Testament
- Tomahawk
- Ugly Kid Joe
- Ulver
- Vader
- Venom
- Vio-Lence
- Virgin Snatch
- Voivod
- Waits, Tom
- White Stripes, The

·Skazańcy:



Znany w światku przestępczym jako: MisQ
Wiek: duzio, hehe
Lubi: Radość, słonko, ptaszki
Nie Lubi: ponuractwa, buractwa, matactwa
Postawa:"Mamy tylko 45 minut", czyli optymizm
Ulubiony film:Monty Python i Święty Graal
Ulubiony zespół:System of a Down
Za co skazany: za uśmiech w kształcie arbuza
O sobie: Siemka siemka, jestem wesolutkim zabielskim z czasów gimnazjalnych. Cenię absurd i dobry tokaj
Zajmuje się: opowiadankami

Znany w światku przestępczym jako: makkuro
Wiek: kuwa
Lubi: wpisywac komentarz jako pierwszy z brzegu
Nie Lubi: notek, kuwa
Postawa:realista, kuwa
Ulubiony film:Siódma pieczęć, kuwa
Ulubiony zespół: Faith No More, kuwa
Za co skazany: przeklinanie ludzkim głosem
O sobie: To ja jestem człowiekiem pierwotnym tego bloga, to ja przewidziałem jego upadek, to ja jeszcze go utrzymuję przy życiu.
Zajmuje się: filmami

Znany w światku przestępczym jako: Gryzlee
Wiek: okaże się
Lubi: rysowanie, pisanie, sranie po ścianie
Nie Lubi: zepsutych skanerów
Postawa:dekadentyzm
Ulubiony film:Sin City. Albo Dark Knight, sam nie wiem
Ulubiony zespół: Nine Inch Nails
Za co skazany: za spóźnione aktualizacje komiksu
O sobie: Mam już bloga, ale chuj. Na deviancie, generalnie. Tam sobie umieszczam swój śmierdzący rybą z rodzynkami komiks. Sporadycznie coś tu napiszę, głównie w celach autopromocyjnych.
Zajmuje się: rysowaniem

Znany w światku przestępczym jako: Zabby
Wiek: plim plam plum
Lubi: blasty
Nie Lubi: braku blastów
Postawa: nihilizm
Ulubiony film: Kontrolerzy
Ulubiony zespół: Entombed i wszystko inne
Za co skazany: ekshibicjonizm w teledyskach
O sobie: Toczę kwadraturę riffów jak mam zły humor, piszę se też teksty. Proszę do mnie pisać z dużych liter, bo głysieję. A, klipy se też robię, na spółkę z gryzem. Czy z makkurem, nie wiem, zawsze ich mylę.
Zajmuje się: muzyką

Znany w światku przestępczym jako: Uucker
Wiek: uuk
Lubi: uuk
Nie Lubi: uuk
Postawa: Emocentryzm, truukne słowo
Ulubiony film: Dolls
Ulubiony zespół: Tool
Za co skazany: za uuk
O sobie: kuukuu, mam weltszmerc non stop i uukam.
Zajmuje się: Emopoezją

Znany w światku przestępczym jako:Debił Cahmen
Wiek: nie
Lubi: coś powiedziałem
Nie Lubi: bo wpierdol spuszczę
Za co skazany: ok, sam się prosiłeś
O sobie: Nie wkurwiać mnie
Zajmuje się: całą resztą gówien, której się ta banda darmozjadów nie podejmie
Może chociaż ulubiony film?: Nienawidzę
To zespół muzyczny?:: Od bidy Napalm Death
A postawa?: nie widać?





Take the Magic: The Gathering 'What Color Are You?' Quiz.









2009
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
Jezus, Chrystus i Piłaci

 - Ahahaha! - jowialnie zakrzyknęli grube piraty na skrzypiącej łajbie. Był tam Barabasz, Apostołowie i reszta rzymiańskiej menażerii. Każdy z obowiązkową przepaską na oku, brodą i drewnianą nogą.

*plumplum na organkach* DIC :) 22:37:20 2009-11-04
skomentuj (1)
ECTS 4

Oto stajemy przed niemożnością odtworzenia pierwotnej sytuacji scenicznej. Zbyt duża przepaść czasowa oraz brak stuprocentowego skupienia przy lekturze zmusza mnie do wprawienia w ruch unieruchomionych postaci, to jest - Modarka i Magudarenę. Prowadzeni na łańcuchu przez poczwarnego trolla wśród bajecznie wykolorowanych przez Stwórcę łąkach, dolinach i wzgórzach upstrzonych pachnącym słodko kwieciem, mieli wkrótce zostać postawieni przed oblicze władczyni Kopca Kościuszki - spiczasto zakończonej góry, spowitej szarą mgłą i mrokiem cienia rzucanego przez kościół w Licheniu.
 - To kim jest w ogóle ta cała Pani Kopca Kościuszki? - spytała dla zabicia czasu znużona wędrówką Magudarena.
 - Jest Strażniczką Prawdy oraz Porządku.
 - SPP. Hehe, jesteś karłem SPP - zażartował Modarek, czego zrazu pożałował, gdyż nieomal powiedział "kałem SPP", co z kolei przypomniało jego systemowi trawiennemu o zaległych potrzebach do załatwienia.
 - Kloaczny humor jest głupi - zawyrokował troll, czym też nieświadomie pogłębił bolączki Modarka wyrazem "kloaczny".
 - Tak samo głupie jak łażenie w kółko po błoniach tylko po to, by odbyć filozoficzną dyskusję "dobro - zło" z czarnym charakterem, po czym skopać mu efektownie tyłek, by unaocznić mu błąd logiczny w jego rozumowaniu.
 - Tyłka?
 - Nie, czarnego charakteru. Widziałeś kiedyś rozumujący tyłek?
 - Mój zaraz zacznie rozumować jak profesjonalny morderca, jak nie przestaniecie poruszać okołokloacznych tematów. Poza tym, w anime z pewnością by się takowy znalazł.
 - Tyłek?
 - Nie, temat. Ale rozumiem potrzebę dookreślenia. W anime jest wszystko!
 - Oprócz punktów ECTS - westchnęła Magudarena, bowiem samym oglądaniem anime mogłaby odrobić te trzy lata studiowania wszystkich swoich kolegów i koleżanek na roku. Czego by oczywiście nie zrobiła z czystej złośliwości i poglądów faszystowskich.
 - To o czym mówiliśmy?
 - O planach na przyszłość.
 - No tak. Trzeba mieć plany na przyszłość, by mieć jakąś przyszłość.
I wszyscy spochmurnieli na widok frywolnie poruszającej się gazety z ogromny nagłówkiem: "Nadmiar magistrów - Nieudany Plan Pięcioletni", gdyż zmarnowano tyle drzew na ujawnienie tak oczywistej oczywistości.

*plumplum na organkach* DIC :) 02:03:32 2009-10-26
skomentuj (0)
ECTS 3

 - Co jest? Jednodniowa przerwa w pisaniu?
 - No tentakle tak mnie podnieciły, że nie byłem w stanie...
 - Obrzydlistwo! Kontynuacja!

***

Eks-wróżka przemierzała kwieciste łąki, leśne doliny, brzegi mórz srebrzystych; na swej drodze co i rusz napotykała życzliwe i miłe stworzenia, które udzielały jej niezbędnego w podróży odpoczynku, częstując ją darami natury w postaci soczystych owoców i zmineralizowanych nektarów bez dodatku cukru. Wesołości nie było końca - nawet słoneczko nie skrywało swojego roześmianego oblicza w czasie dnia.
 - Jezu, gorąc - Eks-wróżka otrzepywała się z potu.
Słysząc to, słońce postanowiło się zachmurzyć. Temperatura spadła do minus dwudziestu, sypnął deszcz z gradobiciem i śnieg z mordobiciem, praktykowanym przez okoliczne gangi orków-harleyowców.
 - Pieniążek albo gwałcę! - ryknął pewien ork w kierunku eks-wróżki, odwróconej doń plecami. Gdy ujrzał jej wytęsknione za stosunkiem seksualnym oblicze, skończyło się na pieniążku.
 - Nie znają się na pięknie - Eks-wróżka była bliska wypowiedzenia słowa "barbarzyńcy", ale w ostatniej chwili się powstrzymała, mając na uwadze, że nie powinna odbierać kluczowego hasła Pyskiego, gdyż pozbawiłaby go resztek bliskowschodniej osobowości. Wzruszyła ramionami i kontynuowała kąpiel w przeręblu.
 - To nie ja jestem szpetna, lecz los, co narzucił mi taki wygląd! - rozpoczęła monolog niezwykle zewnętrzny, który odstraszył okoliczną zwierzynę - Pozbawiwszy mnie piękna, los próbował leczyć swoje odwieczne kompleksy, nakładając mi etykietkę "ukarana przez pychę". Czyż nie jest przywilejem istot pięknych pysznić się swoim pięknem? Nie żałuję nawet jednej sekundy poświęconej przed lustrem czy w domu handlowym w poszukiwaniu modnej odzieży! Już wtedy wiedziałam, że piękno nie jest tworem trwałym i - jak wszystko - kiedyś przeminie.
Widząc swoje skalane klątwą oblicze w tafli jeziora, posmutniała.
 - Nie wiedziałam tylko, że to przemijanie tak bardzo boli.

***

 - Dość smutne.
 - Nawet.
 - W istocie.
Miś Palladyn z dwudziestą piątą filiżanką kawy nie dbał o komentarze trójki staruszków, wgapionych w ekran telewizora, nadającego na Orc TV reportaż "Z kamerą wśród zwierząt". Niedźwiedzi rycerz kojarzył skądś tę wilkołaczycę w przeręblu, ale nie miał pamięci do szpetnych twarzy.
 - Barman, mogę na krechę?
 - A czy Ziemia jest płaska?
 - Zależy która.
 - Ta przez duże Z.
 - No to nie bardzo.
 - No więc właśnie.
 - Co właśnie?
 - Skoro nie jest płaska, to nie możesz na krechę.
 - No to nie dało się po prostu powiedzieć "nie, nie możesz?"
 - Nie mógłbym, bo ja mogę wziąć na krechę, zaś ty nie.
 - No więc właśnie.
 - Co właśnie?
 - Po prostu boisz się wypaść pospolicie na kartach powieści, dlatego niepotrzebnie komplikujesz dialog.
 - Ja się boję? Niby czego? Co mi tam po sławie, po słowie...
 - A jednak. Już na zawsze zostaniesz bezimiennym barmanem, który próbuje udawać mądrzejszego i odważniejszego niż jest w rzeczywistości. Podczas kiedy ja, chociaż biedny, spłukany i poniżony, to właśnie ja odbiję się od dna społecznego i tam sięgnę, gdzie wzrok nie sięgnie. Jak tylko się ogarnę.
 - No i widzisz, nawet już dałbym ci tę kawę na krechę, bo aż żal patrzeć, jak się męczysz tym oratorstwem na miarę kubusia fatalisty, ale wtedy byśmy tylko potwierdzili, że Ziemia jest płaska. A nie jest.
 - Zależy która.
 - Ta przez duże Z.
 - No to nie bardzo.
 - No więc właśnie.
 - Co właśnie?
 - A zresztą - barman machnął ręką i uruchomił automat do kawy - Pod dwoma warunkami: wypijesz swoją ostatnią kawę i zamkniesz się.
Wtem padł strzał, od którego czaszka barmana trysnęła krwią na kieliszki i ladę z automatem.
 - To był strzał ostrzegawczy - ryknął głos zza drzwi - Teraz nastąpi rozpierducha.
 - Broń palna? W świecie fantasy? - dziwił się Miś, odskoczywszy i przeturlikawszy się pod stolikami w bezpieczne miejsce. Po chwili pełnej ostrych, przeszywających uszy wystrzałów z kałasznikowa oraz roztrzaskiwanych butelek, z barku oraz umeblowania pozostały jedynie drewniane sery szwajcarskie. Drzwi skrzypnęły i do środka wparowało trzech zbirów w skórzanym odzieniu i z papierosami w ustach.
 - Kto tu ma nieodrobione punkty ECTSracza? - chrypnął jeden z nich. Drugi splunął na bok czarną flegmą.
 - Ten tam martwy - oznajmił Miś.
 - Jak znajdujesz to zeznanie? - spytał trzeci drugiego, dając mu do oceny krwawiące ciało barmana.
 - To tylko bezimienny barman, nawet matury nie miał - uznał drugi, splunąwszy raz jeszcze; tym razem z pogardą.
 - A więc kłamstwo! - ucieszył się trzeci. - Za to jest kara śmierci!
 - Nie ma innej opcji? - spytał bez nadziei Miś.
 - Nooo... jest. Ale powątpiewam...
 - Spoko, robiłem kiedyś za transwestytę.
 - Nie, to nie to. Chodzi o to, że... musiałbyś przejść na naszą stronę.
 - A co to za strona?
Trzech zbiór stanęło w formacji bojowej.
 - STRONA 256 SZINESZA!! ÉN, TE, Ő! MI, TI, ŐK!
 - Uuk. Trochę się na madziarskim znam, więc zgoda.
 - Zatem twoim pierwszym zadaniem będzie wytropienie tych leniwych bohaterów, którzy nie wykonywali przez ostatnie dwa lata żadnych zadań pobocznych.
 - Ech - westchnął Miś - znam ja paru takich.

Tak oto barman pozostał bezimienny.

*plumplum na organkach* DIC :) 01:47:16 2009-10-18
skomentuj (1)
ECTS 2

 - Nie powinniśmy tego kontynuować - ocenił trzeźwo Pyski.
 - A tam, trochę buntu okazać można - zoponowała eks-wróżka, ostrząc pazury.
 - Beze mnie, idę do domu - rzekł Miś Palladyn. - Mam parę questów w innych opowiadankach.
I poszedł Miś Palladyn, dzwoniąc nierdzewną zbroją z żelaza i olewając całą sprawę swym niedźwiedzim potem.
 - Jasne. Barbarzyńco. - Pyski nie krył zawodu.
 - To co, lecimy, czy robimy, yyy, kupę? - wtrącił Modarek.

***
 - Nie. - rzekł Mario, który nie występuje w tej historii. Ale to jego jedyna kwestia, więc mu wolno. Także dość dygresyj.
***

 - No lecimy, lecimy, ale trzeba byłoby coś najpierw ustalić, nie? Plan działania czy coś?
 - Roegtoenoezujmy.
 - Co? - zdziwione spojrzenia padły na zachmurzoną Magudarenę.
 - Improwizujmy. To przez te wkładki ortodontyczne. - po czym potężnym splunięciem oczyściła swą wygimnastykowaną jamę ustną z wacikopodobnych tworów. Te zaś nieoczekiwanie zaczęły wydawać dziwne szumy. Po kilkusekundowym dygotaniu z obu ich stron wyrosły niewielkie skrzydełka.
 - Co do...
Wzniosły się na wysokość klamki od drzwi i wyfrunęły przez otwarte okno na zewnątrz.
 - To pluskwy!
 - Ze skrzydłami?
 - Poczwarki!
 - Kupę!
 - Nie ma tak! - Magudarena zastawiła Modarkowi drogę do toalety - Goń je!
 - Dlaczego ja?
 - Bo tylko ty masz skrzydła?
 - A ty sobie pląsasz po budynkach?
 - Nie ma czasu na waśnie! - przerwał barbarzyńską kłótnię Pyski - kto ostatni złapie poczwarki, ten idzie na estoński.
Pójście nie tyle wymagało odwagi, a bezsenności. Jako że żadne z obojga na nią nie cierpiało, pędem przez okno wyskoczyła susem Magudarena, za nią zaś puścił się Modarek, nieomal samemu popuściwszy z pośpiechu.
 - W takim razie my udamy się do Dziekanatu. Może tamtejsi kapłani nam udzielą błogosławieństw w postaci wiedzy?
 - Tak, a teraz zastanów się, co właśnie powiedziałaś - rzekł gorzko Pyski, nie potrafiąc nie spostrzec sprzeczności między słowami "błogosławieństwo", "wiedza", "kapłaństwo", nie odwołując się przy tym do pradawnych czasów średniowiecza.
 - Ojejku no, co się czepiasz. Kumańczyku.
Pojedyncze zdemaskowanie prawdziwej tożsamości Pyskiego mogło jeszcze obyć się bez interwencji medyka, ale już drugie pozbawiło Kumańczyka zimnej krwii i przytomności. Padł długi na ziemię, rozsypując za sobą stosik plastikowych kubków po kawie.
 - Mienczak. - parsknęła eks-wróżka i ruszyła czem prędzej w drogę.

***

 - 10 lat treningów, a byle poczwarki nie umiem dogonić.
Magudarena miała powoli dość tej niekończącej się bieganiny - skrzydlate stworki zdawały się pędzić przed siebie bez określonego celu. O dziwo, nie lepiej szło Modarkowi, choć przecież ekspresowym lataniem, napędzanym energią elektryczną z kupra powinien rozwijać prędkości ponaddźwiękowe. Tymczasem zostawał w tyle za coraz bardziej zirytowaną adeptką ninja.
 - Mógłbyś przyśpieszyć, trzeci Roku?
 - Kiedy mi zaraz kloakę rozsadziii! - gdaknął Modarek, przekrzykując klaksony kierowców w korku na dole.
 - Tak to se możemy, z przeproszeniem, kotka za pomocą młotka.
Niespodziewanie poczwarki skierowały się na Planty. Zdawały się tym razem być zdecydowane co do celu swej chaotycznej podróży. Magudarena i Modarek odetchnęli z ulgą - pierwsze, że już nie trzeba biegać po dachach w butach na szpilkach, drugie, że trafią na wyludnione miejsce, gdzie pozostawienie po sobie produktów defekacji nie skończy się skandalem i naruszeniem przepisów lotniczo-drogowych.
Stopy zatonęły w równo przyciętej trawie. Żadnego żywego ducha - nawet z pobliskich ulic nie dochodził najmniejszy szmer przejeżdżających samochodów.
 - Świetnie się składa - uznał Modarek, kierując się w ustronne miejsce.
Wzrok Magudareny nie należał do najlepszych, co też nadrabiała wyczuwaniem czakry przeciwnika. O dziwo jednak, małe poczwarki zdawały się jej w ogóle nie wydzielać. Co sprawiało problem, bo jak tu spostrzec takie maleństwo?
 - Modarku, ty masz sokoli wzrok, gdzie są nasi przeciwnicy?
 - Ahahaha, to łaskocze! - zagadka szybko się rozwiązała z pośrednim udziałem człowieka-roka; jego sfery intymno-łaskotliwe zostały bezpardonowo zaatakowane przez skrzydlate stwory.
 - No cóż. - zacytowała "co drugą osobę w takiej sytuacji" Magudarena.
Wtem z ziemi wystrzeliły zgniłozielone pnącza. Obwinęły adeptkę ninja w najbardziej miękkich i jędrnych miejscach, by skrępować i doprowadzić do mangowej ekstazy jednocześnie. Magudarenę jednak zupełnie taki rodzaj oślizgłej pieszczoty nie ruszał (co między innymi przyczyniło się do oblania castingu anime, gdyż masaż tentakli był jednym z najbardziej punktowanych etapów)
Naturalnie Modarek również został przez owe pnącza skrępowany, ale że jest osobnikiem płci męskiej, to żaden z czytelników nie zwrócił na to uwagi. Podobnie zresztą jak Modarek, tak mocna zdawał się być pochłonięty zabawą ze stworkami.
 - No dobrze - Magudarena była gotowa się przyznać do porazki - Kto za tym stoi?
Z lasu wynurzyła się przygarbiona sylwetka trolla o gargulczej twarzy i wyłupiastym oku.
 - Niewierni skalają ziemię papieską! Zostaną skierowani na Golgotę! - wrzasnął jazgotliwie, wskazując na Kopiec Kościuszki - By pod surowym i nieomylnym obliczem mojej Pani przyjąc na siebie cały ciężar swych grzechów i przewinień!
 - Fajnie - skontastowała Magudarena - Teraz nas oswobódź, bo mnie w cycek gniecie.

"Drodzy otaku
czy wy wiecie
jak mocno mnie
w cycku gniecie?"

Wiersz japońskiej bohaterki anime, zmuszonej przez fanów do noszenia antygrawitacyjnych staników o dwa rozmiary za małych.

*plumplum na organkach* DIC :) 23:55:32 2009-10-15
skomentuj (0)
ECTS

Elitarny Casus Transformacji Sutków.

Aż chciałoby się rzec - nie zaczynaj metafizycznego opowiadania od trybu przypuszczającego, nie odsłaniaj tak dotkliwie swej niepewności w ten przemyślany i dopracowany system boloński. Niestety, na to już jest zdecydowanie za późno; podpisanie traktatu przez władze UJotu i wprowadzenie owego systemu w ramy nauczania akademickiego przekresliło jakiekolwiek szanse na ogarnięcie dotychczasowego zamieszania w tych ponurych i mrocznych realiach polskiego światka naukowego. Niczym portal do świata demonów, tak i udzielenie zgody na ujednolicenie systemu oceniania wedle kryteriów europejskich ściągnęło na nasze głowy istną lawinę przeciwników, z którymi przyszlo nam walczyć w pojedynkę i osobiście.

 - Fajną masz waszmość rękojeść miecza - udzielił pochwały rycerz Miś Palladyn swojemu sparing-partnerowi Pyskowi.
 - Ironia jest nie na miejscu. Mój miecz, choć niewidoczny dla barbarzyńców, jest ostrzem, który obnaża prawdziwe oblicze barbarzyńcy. Niewidoczne dla barbarzyńcy. Tym bardziej niewidoczne, im bardziej barbarzyński jest barbarzyńca!
A gdy głosił swą tyradę, Pyski unosił nerwowo ręce, wprawiając swe długie, zdobne szaty z jedwabiu w nieustanny ruch. Bo oko, choć błędne i sponiewierane permanentną opuchlizną po walce z trójpalczastą Matką Przełożoną klasztoru Sióstr Zamożnych... owo oko joko ono tryskało energią i mądrością poprzednich pokoleń, wyuczonych wystarczająco szybko o nieobecności bananów na drzewach Europy wschodniej, by móc odeprzeć zalew koniny tatarskiej na rynek wolnego miasta Danzig.
 - Smerfastycznie - podsumował barbarzyński Miś Palladyn, opuszczając w dół przyłbicę. - Musisz jednak wiedzieć, że nie jestem aż tak barbarzyński, jak ci się zdaje.
 - Co masz na swoje usprawiedliwienie? - Pyski wzniósł dłoń w oskarżycielskim geście.
 - Pijam kawę.
 - A papierosy?
 - Też.
 - Kłamstwo! - i ruszył dzielny Pyski, w ręku dzierżył magiczny miecz i gdy ostrza obu wojowników się zwarły, rozpoczęła się niezbyt cywilizowana wymiana cięć, która może nie służy rozwojowi intelektualnemu, ale sprawia widzom dość dużą dozę satysfakcji. Szczególnie w przypadku odpadających kończyn i bezproduktywnym fontannom czerwonej posoki.
Pojedynek jednak należał do kategorii sparingu, także skończyło się na odciętych uszach obu jegomościów.
 - Aua.
 - Aałć.
 - No dobra, nie palę papierosów.
 - Cóż, barbarzyństwo języka twego sprawilo, że okreśiłeś częstowanie się papierosami jako popijanie tychże.
 - Niezbyt kumam, panie Kumańczyk.
  Pyski z wrażenia rozpracowania jego ściśle tajnej tożsamości odskoczył na dziesięć metrów w tył. To znaczy, taką odległość pierwotnie sobie wyznaczył, ale korytarz katedry filologii węgierskiej jest odrobinę krótszy i skończyło się rozbiciem się o drzwi do toalety. Tam zaś zastajemy świeżo upieczonego... czy raczej - upierzonego... w każdym razie adepta akademii lotniczej dla roków gromowładnych - Modarka. Jest to dość duże osiągnięcie dla roka, ukończenie takiej akademii - upierzenie statecznika nieustannie się ociera o wolne elektrony i wywołuje spięcia w okolicach odbytniczych, co skutkuje permanetnymi wizytami w toalecie.
 - Kto śmie przerywać mi lekturę? - spytał nie bez pretensji półczłowiek, półptak o haczykowatym dziobie, goglach lotniczych i zawadiackim upierzeniem na czubku głowy. - Przyznać się, pierunem! - i na poparcie swych słów strzelił z palców niewielkim wyładowaniem elektrycznym, na tyle jednak dużym, by pozbawić całą katedrę prądu.
 - No tak, generator prądu IVONA... - rzekł znudzony głos płci żeńskiej.
 - Kto zacz?
 - Jak się zdradzę, to mi odbiorą licencję ninja.
 - Ups.
 - Ech - westchnęła Magudarena, imigrantka z Japonii, wyspecjalizowana w sztukach ninjutsu. Specjalność - ukrywanie się w ciemności, spowodowanej awarią prądu. Wszyscy ją dobrze znają, bo niejednokrotnie się demaskuje na misjach i pielgrzymkach do Częstochowy jako "ta, która ratuje młodzież od spożywania własnego alkoholu". Próbowała castingi do Naruto, ale była za mało dwuwymiarowa.
 - Znaczy że w anime dziewczynki mają jedynie biust i biodra?
 - Bez komentarza - stwierdziła znudzonym tonem. - No, panowie, może się któryś pofatyguje i odpali te koreczki?
 - Nie ma takiej potrzeby!
Nagle w ciemności zajaśniała blondwłosa wróżka o słodkoróżowej poświacie i krystalicznie białych zębach przednich. Jej magiczny uśmiech oraz machnięcie różdżki sprawiło, że ponownie nastała światłość w akompaniamencie srebrzystych organków i dźwięków lutni.
 - Łaaał - chórem przytaknęli wszyscy obecni - dziękujemy ci, dobra wróżko!
 - O nie, nie dziękujci...!
Było już jednak za późno - magiczne słowo spowodowało monstrualną zmianę fizjonomii wróżki; z tryskającej energią i bezinteresownym dobrem drobnej dziewczynki zmieniła się w korpulentną, czarnowłosą femme fatale, wytatuowaną i wykolczykowaną od stóp do głów.
 - AAAŁ - chórem jękneli wszyscy obecni, których oczy zostały wystawione na ciężką próbę.
 - Przyganiał Misiek Wilkołaczycy - odparła gorzko eks-wróżka. Wywróciła oczami i zagryzła marchewką.
Nastała niezręczna cisza. Drużyna zdawała się być wreszcie w komplecie. Lecz cóż będzie z drużyny, która nie ma określonego i jednolitego celu na swej drodze?
 - Chodźmy zwalczyć system - zaproponował Miś Palladyn.
 - Wytępić barbarzyństwo! - skandował Pyski.
 - Zdejmijmy ze mnie klątwę lepiej - uznała eks-wróżka.
 - Kto mnie pozbawi trzeciego wymiaru? - spytała bez nadziei na pozytywną odpowiedź Magudarena.
 - Chce się dokończyć odlać - zdecydował Modarek, zatrzaskując drzwi od toalety.

Nikt nie zwrócił uwagi na szlachetnie urodzoną panią strażnik emblematu Róży, która na tablicy ogłoszeń wywiesiła drobniutką karteczkę. Gdy wyszła, przeciąg ściągnął kartkę z tablicy i swym porywczym i jakże deterministycznym uniesieniem rzucił ją naszym bohaterom wprost pod nogi. Pyski pierwszy sięgnął po wiadomość, skierowaną w jego ręcę przez los. Informację, która miała wywrócić dotychczasowych stan rzeczy do góry nogami i tak zostawić, na pastwę smrodu gnojówki, zostawionej przez niezbyt przyjaźnie nastawionych ludzi, wykastrowanych z jakichkolwiek uczuć względem bliźniego swego..

 - "Postacie, które przez dwa lata swej heroicznej praktyki nie wykonali żadnego zadania pobocznego, zobowiązani są uzyskać za nie punkty w ilości dwudziestu sześciu do końca roku. Cheers."

Ręce opadły wszystkim z głośnym świstem opadającego wszystkiego.

 - To niesprawiedliwe!
 - Miało nie być odrabiania w końcu!
 - Barbarzyństwo!
 - Jebać system!
 - Czy mogę sobie w spokoju strzelić pomnikowego klocka? - spytał z przesadną uprzejmością Modarek, zerkając zza drzwi toalety.

Tak oto rozpoczęła się batalia, w której zwycięstwo czy porażka nie są aż tak istotne, jak obrona pracy licencjackiej. To jest, honoru. Muzyka z Kill Billa wieńczy dzieło.

*plumplum na organkach* DIC :) 01:42:40 2009-10-15
skomentuj (0)
Buldog z MTV 2

Zakułem łapy Uuckera w kajdany i powstrzymuje jego dzikie żądze przed samodestrukcją. Jego niewola trwa niecały tydzień, a już zdołał wystosować taki arsenał sztuczek wszelakich, cobym zmiękł, że w życiu bym go nie podejrzewał o taką przebiegłość. Uzależnienie potrafi aktywować nawet najbardziej skryte pokłady umysłowe, byleby dostarczyć sobie orgazmastycznego wylewu dopaminy w szarych komórkach. Uważajcie na ćpunków i nigdy im nie zawierzajcie - dla ich jebanego dobra.

Przeczytanie Imienia Róży wraz z adnotacjami autora pomogło mi lepiej zrozumieć ogrom pracy, jaki czeka każdego młodocianego pisarza. Jednocześnie naświetliło mi sprawę na całą metodologię, jaką trzeba podjąć przy konstruowaniu świata przedstawionego. Koniec końców, wziąłem się ostro do roboty i nie zdziwcie się, jeśli w najbliższym czasie zacznę was zasypywać dziwnymi pytaniami.

Wciąż brak kompa. I chyba go braknie ogólnie, bo tynk, bo ortodonta, bo kryzys... bo muszę w końcu się złapać za te leniwe poślady i wziąć się do roboty. Lepiej mieć kasę niż wyrzuty sumienia.

Zapraszam 29 września na imbramowską.

*plumplum na organkach* DIC :) 15:41:00 2009-09-21
skomentuj (0)
Tides of Cebula

Koncert dobry
GIAA>>>>Tides>>>>>>>Kaspian>>dobroć
Wizualizacje z szatanem niezgorsze.

Moje znajomości opierają się na randomowych cytatach i ogólnym jajcowaniu. Szkoda, bo jakbym tak się zainteresował drugim człowiekiem od tej jego "przyziemnej" strony to może udałoby mi się zawrzeć nieco bardziej stabilne znajomości, sztuk więcej. Że niby mnie do drugiego człeka ciągnie jedynie jego nieprzeciętność; jak się nią obnosi, to jest łatwiej. Jak ją skrywa - potrzebuję rozmowy w cztery oczy, żeby wyszła na wierzch. Może dlatego nie lubię zabierać głosu w grupach kilku(nasto) osobowych?

To moje lenistwo i ogólna indolencja. Bogowie astronauci obserwują mnie z orbity okołoziemskiej i zużywają resztki powietrza ze zbiorników z tlenem na wyśmianie małpy człekokształtnej, w jaką zdaję się transformować.

Nara

*plumplum na organkach* DIC :) 02:11:37 2009-09-11
skomentuj (2)
Afterblip Armia Astron Asian

W dzisiejszym pędzie za pieniądzem i straconym czasem, byłem przyciśnięty do jednoczesnego skonsumowania batona i skorzystania z toalety za tą grubszą potrzebą. A że oba z nich - tak i baton jak i grubsza potrzeba - są do siebie w kształcie podobne, uchwyciłem moment wieczne powtarzającego się cyklu natury. Jak mawiał śp. dziadek Mufasa - wszyscy jesteśmy złączeni w jednym kręgu życia. A może to był wujek Skaza?

Jak to jest możliwe, że do tej pory nie doczekaliśmy się polskiego adepta Szkoły Pijanej Pięści? Zaklepuję sobie ten pomysł do przyszłych opowiadanek.

Będzie punkiem i będzie śpiewał piosenki w zamian za wino.
"10 zł w kiblu
wynurzyłem je
zanurzyłem w gównie
własną rękę

jakie to posrane
pusty sedes
jakie to punkowe
ujebał mnie pies"

Ale że w miejscach publicznych się nie śpiewa takich piosenek dyskryminujących odbiegające od normy psie preferencje seksualne, to punkowca zgarniają agenci Ventrilo Busters w składzie andrzeja oraz smalca, co doprowadzić do szewskiej pasji potrafią niejednego amatora symulatora paintballowego o nazwie counter-strike.

"10 zł w ręce
odpłacę wam się
rozbiję na desce
wszystkie zęby psie"

Gdyby chcieć pisać pod publiczkę węgierską, rolę psa i jego rozbitych zębów musiałby odegrać kot. I jego zęby. Mam kolejny motyw mordu kota bez większego powodu w literaturze węgierskiej, tym razem dantejska scena postrzelenia czarnego kocura rozegrała się w Białym Królu. Czego się nie robi, by uwypuklić grubiaństwo byłego sekretarza partii... Gdzie te czarne charaktery, które pełną kwintesencję swej badaasowości ukazywały poprzez wrzucenie piłki dzieciaków na dach czy poprzez przechodzenie na czerwonym świetle?

Gdzie moje 100 hp?

 - Zabiję wszystkie twoje plemniki w pochwie. Jeśli jeszcze raz cię tu zobaczę, zabiję w tobie wszystko na literę p
 - Pasiemca też?

Bywam zanadto ostrożny. Staram się sobą nie odpychać, a jednocześnie nikogo nie przyciągam. Neutralne namagnesowanie, ani zimny, ani gorący. Zaklepałem już sobie miejscówę w piekle. Jeśli istnieje, spotkam was tam. Będziemy sobie mieszkać, czule się tulić, tule się czulić, przeganiać się chce przestać.
Zbalansowanym w odcieni szarości egoistom życie przemyka koło nosa.

Na koniec paradoks. "Bądź sobą". Nie zachowywać się nienaturalnie, zaakceptować siebie. A jeśli w czyjejś naturze jest udawanie innych zachowań? Poprzez "niebycie sobą" jest sobą? I dlaczego mam ochotę na ramen?

Buziaczki, moje kochane skarbeńka od Jackie Chana i jego stylu Panienki :*

*plumplum na organkach* DIC :) 03:21:08 2009-08-30
skomentuj (1)
Żegluga Przez Morze Serowe

 - Kapitanie, widzę wyspę! - rzekł Długouchy Joe ze swego bocianiego gniazda.
 - Ja też. - odparł spokojnie kapitan, schodząc na suchy ląd z rozbitego statku. Zachował przy tym iście napoleońską godność, nie wyjąwszy dłoni spod poły skórzanego płaszcza.
 - Kartografie! Co możesz nam o tej wyspie powiedzieć?
W drzwiach nagle otwartej kajuty znalazł się nagle zgarbiony przykurcz o wyłupiastym oku.
 - Niewiele - rzekł - Tyle, że jest zamieszkana.
 - Zapewne jest - zgodził się kapitan, przywiązany do długiego kijka, którego dwa końce trzymała para rosłych ludożerców. Nagie torsy i twarze zdobiły mleczne malunki i równie mleczne zęby pawianów krótkowłosych.
Po krótkim spacerze wśród dzikiej, niezmąconej przyrody, pełnej roślinności tropikalnej oraz typowej dla dżungli flory... kapitan i jego załoga stanęła przed obliczem wodza wioski. Popołudniowe, ogniste słońce rzucało sponad zdobnego w ludzkie czaszki tronu złowieszczy cień. Z kolei wódz rzucał czaszkami w swoich gości, zapewne z tego prozaicznego powodu, że miał dość tych czaszek, rokrocznie dostaje po jednej od wszystkich kuzynów w ramach skompletowania serwisu do kawy.
 - Aua - rzekł Gruby Mike, sternik z chustą na głowie i wąsatą klatą.
 - Ból jest dobry - pocieszył Mike'a kapelan Ambroży, polski zakonnik w służbie misjonarskiego nawracania tubylców przeciwko tambylcom, by się nawzajem wytłukli, co by móc ich skarby przejąć bez wyrzutów sumienia.
 - Ciszej tam, bo dzwonie po gliny - uciszył ich jeden z indian, co męczył się nad poprawnym ułożeniem czteroelementowego totemu.
Sytuacja stawała się rozwodniona na tyle, by utopić wszystkich, a zwłaszcza kapitana Tommy'ego, bowiem okazał się wywodzić z kociego rodu bumelantów i obszczymurków. Ubolewali zwłaszcza Los Bękarci, bo chcieli zrobić efektowne wejście z trąbką w roli wabika na owce.

Dawno nic nie było tak bezsensu

*plumplum na organkach* DIC :) 02:29:27 2009-08-06
skomentuj (1)
Bóg i Mathematrix (W Jednym)



*plumplum na organkach* DIC :) 00:55:24 2009-07-27
skomentuj (0)
Wąsata Kastracja (Tym Razem Nie)



*plumplum na organkach* DIC :) 16:53:28 2009-07-24
skomentuj (0)
Helios The Chelios

Robot wstał, wyszedł na ulicę i stał się twardzielem. Babcie na skrzyżowaniu, błagania o jałmużnę, historia choroby rodzinnej od dziesiątego pokolenia wzwyż - nic go nie rusza, prócz chęci samodoskonalenia. Się, rzecz jasna.

Animowane chomiki nie są w stanie powstrzymać uczucia pustki i osamotnienia, toteż drążą nieustannie tunele we własnych, szczurowatych ego w poszukiwaniu Odpowiedzi.

Niedawno z lasu uciekł niebezpieczny Afroent. Nazywany tak ze względu na swoje bujne listowie w koronie, jest podejrzany o nieudolną krytykę burz z piorunami i sprzeczną z nią pochwałą wysokich temperatur lodów.

Plonący Chelios pozostawia fanów w niepewności co do dalszych ekranizacji jego poczynań. Co tym razem? Owijaj się jak największą ilością bandaży, bo ta ma wysoki współczynik błędnika bawełnianego, który podtrzymuje pracę twojego serca?

Oglądam sobie animacje na małym rynku w Krakowie i obie części Adrenaliny. Co się odchamię, to się schamię. Wpieprzam literaturę fizyczno-akustyczną i nic nie kumam.

Najważniejsze, byś biegł, Helios. Chelios. Fuck you, Chelios! Gdzie tu jest jakiś słup wysokiego napięcia?



*plumplum na organkach* DIC :) 04:15:46 2009-07-17
skomentuj (1)
Curtis, 1956, Pastellatte i Koncepcja Mężczyzny

Zacznę od Joy Division. Niedawno uznałem to za trudny zespół do słuchania. Moje argumenty (i ich natychmiastowe obalenie):
 - brzmienie (buahaha, można wyśmiać przeciętnego, modern-mana, co woli sobie zapuścić "może-nie-jakąś-rewelacyjną-ale-za-to-nie-przyprawiającą-mnie-o-mdłości-związane-z-cofnięciem-się-w-czasie-o-te-olaboga-trzydzieści-lat" piosenkę z radyjka)
 - wokale (Smutno mi, Boże, daleko mi do perfekcyjnego wokalu, ale ja po prostu mam coś konkretnego do przekazania mojemu pokoleniu, baba z nightfisha ma na odwrót)
 - klimat (My wolimy się bawić, prawda? Dość mamy zmartwień na codzień. Nacodzień? Mniejsza.)

Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni ośmieliłem się powiedzieć taką głupotę. Wstydzę się trochu, a jednocześnie coraz bardziej się boję wyrażać jakieś opinie w obawie przed miażdżącą kontr-opinią. Tak bardzo się wstydzimy i boimy własnej głupoty. Żeby można było rozróżnić jej głos od głosu mądrości - wtedy na miejscu, słysząc głupie podszepty moglibyśmy je odrzucić i nie mylić z prawdą. Czy do rozróżnienia tego głosu wymagane jest doświadczenie, serduszko, czy wrodzona inteligencja, czy inteligencja nabyta - trudno pedzieć. Znaczy, łatwo, ale trudno tak na stówę, bo się możemy wygłupić.

Jestem po obejrzeniu Człowieka, który wiedział za dużo. Oczywiście zakończenie niczym kupa - z dupy. Z drugiej strony - jakbym miał otrzymać taką salwę mądrości jak w zakończeniu Włodka Pierścieni trzeciej części to bym się zesrał. To obracanie się wokół wydalania to w wyniku starania się kolegi Lukiego o książęczkę Sanepidu i moim trwającym od kilku dni niegroźnym przytruciem. Ale wracając.

Oryginał filmu powstał w 1938, czego pewien bez sprawdzenia wikipedii nie jestem, natomiast odświeżona wersja ujrzała światło dzienne w roku 1956, i tu mam 100% pewności. Ten rok już do końca żywota będzie budził skojarzenia z budapesztańskimi zamieszkami, brutalnie stłumionymi przez władze węgierskie. I wyborem Gierka na prezydenta. I rokiem urodzenia tatki. 100 lat wcześniej powstał Żywiec. 400 lat wcześniej Jan Hunyadi obronił zamek w Belgradzie przed najazdem Turków. Wybuchła na zamku zaraza kończy jego waleczny żywot.
Póki co tyle pamiętam, ale cokolwiek nie będzie miało końcówki 56, pozostanie w mojej głowie, skojarzone z moim węgierskim przeznaczeniem. Będę płonąć, chodzić przez piekło i śpiewać w hardcorowym zespole, śpiewać o jednej iskrze, co wystarczy, by to pierdolić i zdjąć kominiarę.

http://www.youtube.com/watch?v=MCLCgfG4-qM

dla zdezorientowanych

Wpierdalam pastellę i popijam home-made latte. Jest bosko, gorąco, letnio. Chciałoby się powiedzieć - wreszcie wolność, pośród bloków, samochodów, kredytów, banków, ogłoszeń o pracę, ubezpieczeń zdrowotnych. Wolność miejska. Możemy wszystko i nic. Może trochę lewacko z mojej strony tak obalać dobrobyty kapitalizmu. Raczej utyskuję nad swoją bezsilnością i zależnością od mediów, wygody, komfortu, usług. Jestem mięczakiem, niedobrze mi z tym, na naukę nigdy nie jest za późno, szkoda tylko, że już na tym etapie człekowi cieciowi powoli przestaje się chcieć. Chyba mam więcej wspólnego z Węgrami, niż sądziłem.

Teraz miało nastąpić meritum notki, czyli ci bestialscy faceci. W tym celu postanowiłem zajrzeć na wikipedię i znaleźć kilka ciekawostek. A że nie zrobiłem żadnych notatek (z kilku studenckich odruchów wyrobiłem sobie jedynie sięganie w sklepie po piwo na promocji), to i się nie podzielę co ciekawszymi teorami, w tym łowiecką, gdzie wytłumaczony jest cały nasz obecny podział kulturowo-społeczno-płciowy, gdzie określona jest wyraźnie rola mężczyzny i rola kobiety, i gdzie jest moja kawa?

Więc tak nie po męsku przerwę pisaninę i powiem dzień branoc i dobry brzuch pasi

adnotacja
W tym całym bałaganie, jaki mam we łbie, zapomniałem przejść do meritum curtisowej dywizji, gdzie rzecz tyczy się jego głosu und wokali. Gdy słucham joy division, to, ośmielę się to powiedzieć, czuję się, jakbym słyszał swój własny, niski głos i stąd pewnie moje zniechęcenie.

*plumplum na organkach* DIC :) 06:52:05 2009-07-04
skomentuj (0)
Szentimentalis Szerelemental

 - Ależ szefie! - pisnął nerwowo Toldiewski Miłosz, przykuty do żelaznego krzesła, oplątany siecią sprężystych kabelków - Ja już będę grzeczny!
 - Czas to pieniądz, nie marnujmy go na czcze obietnice - zoponował profesjonalnie i zawodowo szef fabryki czekolady Karmelek, zerknąwszy kątem oka na pięćdziesiątą siódmą stronę podręcznika "Jak zgasić wewnętrzny maskulinizm podwładnego i zachować 156 procent normy"
 - Ale żeby od razu wariograf? - gigantyczna machina, gotowa do wydruku wykresu kłamliwości Toldiego zdawała się rzucać cień na dalsze perspektywy świeżo upieczonego magistra socjologii - to prawie jak kanibalizm na moją prywatność!
 - Czas to pieniądz, nie marnujmy go na... - szef powoli przestawał widzieć na lewe oko, ach, ta prezbiopia! - ... czcze pogaduszki - zaimprowizował, po czym przekręcił dźwignię w aerografie.
Miłosz zareagował na zgrzyt maszyny, jakby przez jego ciało zaczął płynąć prąd.

Czas zamarzł

przejechałem o jeden przystanek za daleko, z początku zadziałało mi to na nerwy, ale szybko zrozumiałem przyczynę, że przecież na tym o jednym przystanku za daleko zobaczyłem ją, jej purpurową bluzkę, kusawą spódniczkę, zgrabne stopy i uśmiech nie do zintepretowania, skakała, czekała, nie ustała na miejscu, wypatrzyła mój autobus, wsiedliśmy tymi samymi drzwiami, a ja wyliczyłem szybko w duchu szansę na ten sam przystanek końcowy, no i szóstka w totka, dalej już widzę tylko jej opalone plecki, a w nich odbicie szpetoty mojego wewnętrznego imperatywu, co każe mi za nią iść krok w krok, jakbym wykonywał polecenia reżysera, jakbym miał stać się nagle głównym bohaterem najważniejszego fragmentu ekranizacji mojej biografii, gdzie miłość po raz kolejny bierze górę nad rozsądkiem i osądem, ale nie, moja historia musi być inna, ja muszę być mądrzejszy od moich poprzedników, tak sobą zmanipuluję, by wyjść na bohatera, choć przecież jestem nikim ważnym, od trybik w wariografie, czas się rozmroził

 - Haha, to działa, jeszcze nie zdążył pan nic powiedzieć, a już wariograf wskazuje, w jak dużej części składa się pan z kłamstw! - ryknął ucieszony szarpanym wykresem na arkuszu szef.
 - To raczej znaczy, że wariograf jest zepsuty - ocenił Miłosz i w tej samej chwili maszyna poczęła rysować jednostajnie prostą linię. Szefowi miną zrzędła, opukał urządzenie.
 - Musi pan mówić prawdę - przyznał przełożony i wypuścił pracownika na wolność. Sam zaś został w piwnicy i począł grzebać kluczem francuskim w trybach wariografu.

Idąc korytarzami biura, stojąc w windzie, czekając na obiad w stołówce - Miłosz rozumiał, że każdy jego krok rejestrują kamery przemysłowe.

Ktoś przecież kiedyś musi wziąć te wszystkie taśmy i je zaczać przeglądać. Najpierw zaobserwuje najczęściej odwiedzane miejsca, potem zacznie zwracać uwagę na zmianę ubioru, by później przejść do mierzenia różnic w długości stawianych kroków.

Cała historia życia Miłosza Toldiewskiego, od początku do końca, zarchiwizowana i opatrzona numerem produkcyjnym o bardzo długim ciągu liter i cyfr. Naklejka biurowa, pieczątka, podpis i konserwacja w puszce po kandyzowanych ananasach czy innym kwasie octowym.

Ten ktoś - pewnie przygarbiony urzędnik, nie pasujący do swoich czasów, pasjonat niemego kina - być może spostrzeże ożywienie na twarzy bohatera podczas jednej jazdy autobusem, zrozumie powód ożywienia, weźmie do ręki popkorn i w zniecierpliwieniu będzie oczekiwał na interesujący rozwój sytuacji. Będzie szeptał pod nosem: "No, teraz próbuj!" albo "Masz okazję!", z podenerwowania rozleje darmową Colę na inne kasety przygotowane do zarchiwizowania.

A potem, rozczarowany, weźmie kamerę do ręki i nakręci własną wersję tej historii zepsutego wariografu.

*plumplum na organkach* DIC :) 03:29:43 2009-06-26
skomentuj (4)
Biotronic

W nieodległej przyszłości, zdominowanej przez technologię cybernetyczną, ludzkim życiem rządzić będą twarde reguły efektywnego i przede wszystkim szybkiego myślenia! Tak jak kiedyś silny dominował nad słabym, tak wkrótce mądry zdominuje głupiego. Totalitarne państwo Biotronic, rządzone silną ręką... czy raczej sprawnym mózgiem potężnego i diabolicznie mrocznego Flatwalkera... za jego rządów nie będzie nawet mowy o czymś takim jak amnestia maturalna. Karą za oblanie egzaminu jest...

 - ŚMIERĆ!
 - Nieee, łaski! - ryczał archetypowy student - ja sobie te wzory powtórzę...
 - Odświeżyć to sobie pan może pachy.
 - Ale ja nie powiedziałem, że odświeżę.
 - Za to ja powiedziałem ŚMIERĆ! Zabrać go!

I jak rozkazał, tak postąpiono z niewdzięcznym studentem, który docenić nie potrafi piękna bezpłatnego zgłębiania wiedzy.

 - Nie tak rapido!

I student, i odprowadzający go strażnicy, sam nawet Flatwalker spojrzeli w stronę ogromnego wejścia do sali tronowej, w którym stał w pozycji bojowej długowłosy mężczyzna metalicznej aparycji. W oczach tlił się ogień nieskazitelnej duszy, pragnącej bezinteresownego dobra.

 - Biuro imigrantów piętro niżej - przerwał ciszę przyboczny adiutant władcy, poprawiając krawat i okulary jednocześnie.
 - Za inteligentną ripostę zostaniesz pogłaskany - jak powiedział Flatwalker, tak też zrobił - rozmierzwił elegancko ułożone włosy adiutanta na tyle, by ten musiał sięgnąć do kieszeni po grzebień.
 - Koniec rządów Twych, Flatwalkerze! - ryknął mężczyzna.
 - Ha Ha Ha - zaśmiał się inteligentnie władca - Straż!

Migiem w powietrzu zaroiło się od pocisków laserowych. Nie sięgnęły jednak celu - zmechanizowany mężczyzna okazał się być na tyle szybki, by odskoczyć w kierunku kolumn. Strażnicy zbyt dużo wagi przyłożyli do trafienia w ten niezwykle szybko poruszający się cel - nie zauważyli, że w przejściu pojawili się następni wrogowie.

Dwóch strażników powaliły shurikeny, celnie rzucone w tętnice szyjne, trzeci został unieruchomiony solidnym nelsonem.
 - Kraaa, mamy zakładnika - oznajmił triumfalnie rosły osiłek z maską totemiczną w kształcie sokoła. Reszta strażników zdawała się tym faktycznie przejąć i wstrzymała na chwilę ogień.

 - Co ma znaczyć to niezdecydowanie! - przywrócił morale Flatwalker - Wykończyć wywrotowców za wszelką cenę!

Nim jednak zdołali nacisnąć ponownie za spust, zajął się już nimi pierwszy z rebeliantów. Roziskrzyło się od błyskawicznych cięć miecza, zakończonych efektywnym schowaniem oręża do pochwy szybciej, aniżeli zranione ciała zdążyły opaść na ziemię.

 - Co z ciebie za bohater pozytywny? Zabiłeś niewinnych ludzi! - rozpoczął polemikę Flatwalker, byleby mieć już to za sobą i przejść do konkretów.
 - Spokojnie, ominąłem ich punkty życiowe - odparł spokojnie... no właśnie, kto właściwie ośmielił się napaść na domenę wielkiego i demonicznego władcy Biotronica?
Magudarena Sushitashi, wojownicza cyborg ninja, skąpo odziana, a jakże!
Zabby Lee, ostatni małpowianin, w swym plemieniu indiańskim piastował urząd zmechanizowanego szamana!
oraz ich przywódca, Christopher Kuzz, zmechanizowany mistrz miecza, sztuk walk i prawości, jedynej i słusznej!

 - No czego chcą - Flatwalker postanowił to zamieszanie potraktować jak zwyczajną audiencję.
 - Sprawiedliwości! Prawości! Uczciwości! Równości!
 - Możliwości noszenia broni w miejscu publicznym - dodała Magudarena.
 - I legalizacji szamańskich środków uspokajających - uzupełnił Zabby.
 - To wszystko bardzo szczytne cele i w ogóle - zaczął się tłumaczyć demoniczny władca - ale zrozumcie, że w normalnie funkcjonującym społeczeństwie nie ma mowy o żadnej równości. Jedni wyrabiają lepszą normę w pracy, inny gorszą. Jedni są bardziej utalentowani, inni mniej. Gdyby dać tym gorszym te same prawa co lepszym, to ci lepsi stają się pokrzywdzeni. Pomyśleliście o tym w ogóle?
 - No tak, słuszność masz wielką - zgodził się Christopher - jednakże dyskredytowanie ludzi tylko względem pojedynczego aspektu, w tym przypadku inteligencji, a raczej jej braku, jest wyjątkowo niesprawiedliwe, bo przecież ci ludzie mają z pewnością uzdolnienia w innych dziedzinach...
 - Obawiam się, że jesteś w błędzie, mój przyjacielu - zoponował Flatwalker - miarą wszystkich talentów jest inteligencja, która pozwala nadrobić braki w tych innych dziedzinach. Kto nie ma inteligencji, jest więc kompletnie bezużyteczny, bo stoi w miejscu, bez szans na dalszy rozwój.
 - Ale miłość...
 - Sriłość - skwitował władca i zaniósł się swym majestatycznie zwycięsko-demonicznym śmiechem, co ściąga pioruny i potężne akordy zagrane na organach. Gdy skończył, zastał swych rozmówców w skonfudowaniu - no, miłość-sriłość. Taki rym.
 - Rym? Jak w poezji?
 - Poezji, która rządzi się własną logiką?
 - Gdzie nie ma miejsca na normalne, racjonalne myślenie?
 - Gdzie człowiek nie kieruje się...
 - Zamknąć się! - ryknął władca - Wymskło mi się.
 - O, i znowu rym. Musi pan być bardzo uczuciowy, całe to gadanie o inteligencji...
 - Trzeźwości myślenia...
 - To żaden rym, to zwykłe powtórzenie!
 - Powtórzenie? Przecież to błąd stylistyczny.
 - Gramatyka unika powtórzeń poprzez użycie zaimków, nie wie pan tego?
 - Pan, najmądrzejszy człowiek na ziemii, piastun inteligencji?
 - A CHUJ!
Tą magiczną formułą Flatwalker przywołuje słup błękitnego światła, co dziurę robi w dachu i w nieboskłonie. Energia astralna otacza władcę i rozpędza jego proces ewolucyjny do najwyższego stadium.
W kosmitę.

śmierć jest już blisko
płatki wiśni na grobie
kosmita nas zje

 - Coś nie bardzo - skomentował Christopher.
 - Nie potrafię takich rzeczy wymyślać na szybko - usprawiedliwiła swoje pośmiertne haiku Magudarena.

 - Lepiej padnijcie na kolana, pospolite glonojady!
 - Glonojady nie mają kolan! - ryknął wesolutko Zabby, wystrzeliwując z przepastnego rękawa Broń Ostatecznej Szansy - TOTEMIE, UUUKAJ GO!

Nie pytajcie Zabbiego, jakim cudem jest w stanie zmieścić w rękawie swój osobisty totem wielkości kolumny. Zacznie was częstować dziwnymi cukierkami, byście zrozumieli mechanikę indiańskich kwantów.
Olbrzymi wstrząs wprawił w drżenie cały pałac. W drzazgi poszedł tron. Całość przesłoniła chmura dymu.

 - Hehe, już po ufoludzie, umatiki - podniecił się Zabby, rozpoczął taniec zwycięstwa.

Nie dokończył go. Uniemożliwiła mu to dziura w klatce piersiowej po wystrzelonej z palca wiązce kosmicznego lasera. Padł martwy na ziemię.

 - Nic dziwnego, że wyginęli, ci czerwonoskórzy - skwitowała Magudarena. Kucnąwszy, poczęła ściągać kamizelkę i resztę odzienia.
 - Chcesz mnie, najbardziej opanowanego we Wszechświecie kosmitę, chcesz mnie uwieść swoją pospolitą cielesnością? - rzekł dumnie Flatwalker, a telepatycznie dodał: - jakby co, to lubię po misjonarsku.
 - Spierdalaj - rzekła nie po misjonarsku Magudarena - Ja tu honorowo chce się sama kropnąć, a ten mi tu będzie...
 - Nie no, czekaj chwilkę, akurat ciebie bym chciał oszczędzić...
 - Jak już sobie pyknęłam pośmiertne haiku, to co się będę...
 - Ale...
 - Trzeba było się nie przemieniać.

W międzyczasie władca Biotronica powstrzymywał wszystkie desperackie cięcia i ataki Christophera, zrozpaczonego śmiercią towarzysza broni.

 - Jak mogłeś go tak! W plecy! Jak jakiś!

W końcu odrzucił przywódcę rebelii falą energii, aż ten rozbił się z gruchotem o marmurową ścianę. Popękany materiał obsypał go deszczem gruzu i kurzu, mieszając się z wykrztuszoną krwią i plwociną.

 - Magudarena, uciekaj! - wykrztusił z desperacją.
 - No próbuję, dajcie mi się skupić - rzekła ze znudzonym wyrazem na twarzy, mierząc mieczykiem tanto w odpowiednie miejsce.
 - Mam dość tej farsy - oznajmił Kosmita, gromadząc w dłoniach olbrzymie pokłady energii - zniszczę was wszystkich. Z waszą śmiercią nastanie ostateczny koniec rebelii i przypieczętowana zostanie moje panowanie nad krainą Biotronica.
 - Nieeeeeeee! - jęknął boleśnie Christopher Kuzz ze wzniesionymi ku niebu rękoma, w rozpaczy nad brakiem prawości i sprawiedliwości w cybernetycznym świecie, w którym przyszło mu żyć. - Na potęgę wszystkich sił Dobra, przyzywam kogokolwiek, kto byłby w stanie ukrócić zbrodniczą działalność tego tyrana!
Nastała chwila ciszy, bowiem tak Flatwalkera zaskoczyła impulsywność tej deklaracji, że był gotów faktycznie poczekać na tego "kogokolwiek" z sił Dobra i mu spuścić pokazowe, demonicznie okrutne lanie. Tę ciszę ostatecznie zaś przerwał odgłos rozpłatanego brzucha Magudareny i jej rytualne rzygnięcie krwią w niezrozumiałym języku japońskim.

 - Ok, time to die - oznajmił kosmita.

Energia poszła w ruch. Oślepiająca światłość ogarnęła cały pałac...


Materia rozpada się na pojedyncze atomy, ręka Christophera ulega powolnemu rozkładowi, uczucie wessania, szarpnięcie wiązką elektronową, upływ czasu zostaje wstrzymany jakąkolwiek logiką...

Brak światła.




Przez wpół otwarte oczy... jeśli jeszcze miał jakiekolwiek oczy... Christopher dojrzał kobiecą sylwetkę oraz osłaniające go nieskazitelnie białe skrzydło.

 - Czy ja żyję? - zapytał, choć przecież nie mógł.
 - Wolałbyś nie? - uslyszał głos, choć przecież nie miał uszu. Prawda?
 - Wolałbym tak. - odparł z nadzieją, choć przecież nie miał ciała.
 - Mimo bólu, jaki cię czeka?
 - Mimo bólu, jaki mnie czeka.
 - To dobrze.
 - Pewnie, że dobrze, życie jest takie piękne!
 - Tak tak, mnie raczej chodziło to, że po fakcie pytam, bo cię już dawno temu przywróciłam do życia.
 - Dawno? Jak dawno?
 - Bardzo dawno. Istniałeś od zawsze.

Wszędobylski brak światła wokół Christophera począł się zaginać w elipsy. Napierający nań wszędobylski czas począł brać władzę nad dalszymi losami rebelianta, czyniąc z niego bohatera każdego ważnego okresu w historii ludzkości.

 - Pamiętacie plan? - pyta Christophe Quesioux, lokalny przywódca pojedynczych gangów paryskich.
 - Standard - kwituje znudzona Madeleine - wchodzę przez okno, konfuduję wszystkich moim skandalicznym jak na nasze czasy brakiem stanika, a Zabbieollo w międzyczasie zakrada się do biura prezesa i zabiera z sejfu potrzebne nam dokumenty własności i wyskakuje przez okno, prosto do wozu jego przyjaciela Magellana, który zabiera go na obrzeża miasta, gdzie się spotykamy po północy i tak dalej i tak dalej...
 - Ole. - skwitował radośnie Zabieollo, poprawiając przepaskę na chorym od hiszpanki oku.
 - Kiedy wreszcie zrobimy coś konkretnego? - pyta Madeleine - Coś nam to obalanie klasy rządzącej słabo idzie...
 - Cierpliwości - uspokaja Christophe - Dobro i Sprawiedliwość zawsze zwyciężą, chociaż nie lubią tego robić z czystej skromności.

Towarzysze Quesioux'a spojrzeli ku sobie porozumiewawczo. Sami nie wiedzieli, co ich tak ciągnie do tego szaleńca.

Ach tak. Upór. Ludzie jego rodzaju zawsze mieli w sobie ten rodzaj inspirującego uporu w dążeniu do celu...

Takich ludzi nigdy nie zabraknie

*plumplum na organkach* DIC :) 03:39:33 2009-06-21
skomentuj (3)
{smscontact}